- Kiedy Claudia, lekarz medyczny opatrzyła moją rękę Michael wstał powoli i zamyślił się po chwili spojrzał na mnie ze współczuciem i pewnym rodzajem winy, zupełnie nie wiem dlaczego? Powiedział w końcu nieco wstydliwie – Czy chciałabyś odwiedzić mnie w moim domu w Neverland w ramach rekonwalescencji? Możesz tam spędzić całe cztery dni, będzie mi bardzo miło..
Emily wytrzeszczyła oczy i rozszerzyła usta całkowicie zdumiona słowami Alice. – Zgodziłaś się?
- Początkowo nie wiedziałam jak mam się zachować. Jego propozycja całkowicie zbiła mnie z tropu, momentalnie przeszedł z relacji zawodowych na prywatne byłam zagubiona. – Wyznała i odetchnęła.
- Chyba nie przepuściłaś takiej okazji?!
- Wpatrywał się we mnie nieznacznie zmieszany i czekał na moją odpowiedź a ja kompletnie nie wiedziałam, co powiedzieć! – Zamknęła oczy przypominając sobie opisywany moment i zaśmiała – W końcu zgodziłam się..
- Dziewczyno jak długo trzymałaś w sobie tą tajemnicę! Jak mogłaś – Chwyciła poduszkę i rzuciła w przyjaciółkę. – Chce koniecznie posłuchać dalszej części jednak daj mi chwilę, potrzebuję zapalić papierosa! – Wstała z kanapy i odeszła na taras. Alice spojrzała na pustą butelkę po winie stwierdzając, że jedna to za mało na ten wieczór. Przeszła do kuchni i wyjęła drugą butelkę tym razem białego wytrawnego wina. Odstawiła na blat i wbiła korkociąg. Na chwilę zatrzymała dłoń na szyjce butelki i spojrzała w przestrzeń mieszkania. Przypomniała sobie wszystkie chwile spędzone z Michaelem w Neverland i to jak siedzieli na kanapie w garderobie do tej pory zapamiętała ten zapach.
Co teraz robi? Czy jest szczęśliwy? Dlaczego tak dawno nie rozmawiali, dlaczego nie zadzwonił ani razu czy to wszystko, co wydarzyło się między nimi nie miało żadnego znaczenia? Może i tak biorąc pod uwagę to jak potoczyło się jego życie później… Obserwowała na łamach gazet i ekranie telewizora, wiedziała, że nie należy przyjmować wszystkich wiadomości. Pragnęła w tamtym okresie być przy nim, wspierać go i tulić tak jak wtedy w Neverland… Ale był ktoś, kto robił to za nią….
- Jestem gotowa na dalszy ciąg! – Przywołała ją Emily. Wzięła butelkę i usiadła na miejsce opierając głowę o miękka poduszkę. – Ja naleję na wina, ty opowiadaj dalej! – Błysnęła oczami spragniona dalszego przebiegu zdarzeń. Alice nie sądziła, ze ta historia tak zainteresuje Emily, nie sądziła, że komukolwiek kiedyś to wyjawi...
- Następnego dnia Michael zatelefonował do mnie powiadomić, że czeka na mój przyjazd.. – Kontynuowała.
Niedowierzając jeszcze w to, co stało się poprzedniego dnia Alice spakowana z najpotrzebniejszymi rzeczami wsiadła do specjalnie podstawionego przez Michaela samochodu, który zawiózł ją na samo miejsce w hrabstwie Santa Barbra. Był upalny dzień, słońce mocno grzało w szyby, miała piękny krajobraz aż w końcu przed oczami ukazała się wielka brama z napisem – Neverland.
Posiadłość była jeszcze piękniejsza niż ukazywały to zdjęcia. Kolorowe kwiaty wypełniały szereg uliczek z jasnej kostki, gdzieś z oddali wypatrzyła staw i wysoką potężną wierzbę płaczącą, która nadawała bajkowego klimatu. Nie mogła uwierzyć, że znajduje się w tak cudownym miejscu. Wysiadła z samochodu i po chwili zobaczyła, jak Michael szybko idzie w jej stronę. Miał na sobie pomarańczową koszulę i czarne spodnie rurki, włosy niedbale spięte w kucyk a kręcony kosmyk ziewał tuż na policzku. Wyglądał jak postać z bajki stąpając między kolorowymi kwiatami a zieloną trawą. Kiedy spojrzała na niego z bliska serce zabiło mocniej, był tak naturalnie piękny. Pomyślała wtedy, dlaczego ludzie tego nie dostrzegają?
- Witaj Alice, jak się czujesz? – Zwrócił się do niej i przytulił.
- Teraz już dobrze – Odpowiedziała szczerze z szerokim uśmiechem, jeśli miała jakiekolwiek wątpliwości zniknęły one od razu, kiedy wysiadła z samochodu.
- Cieszę się, choć oprowadzę Cię, bagażem ktoś się zajmie.
- Dziękuję za zaproszenie.
- To ja dziękuję, że zgodziłaś się przyjechać, jak twoja ręka, boli jeszcze? – Zerknął na obandażowane miejsce.
- Mniej niż wczoraj, dziękuję. – Uśmiechnęła się i przez kilka sekund patrzyli sobie w oczy, Michael jednak szybko wyminął spojrzenie. Czuł się zawstydzony jak i sama Alice.
Oprowadził ją po budynku, pokazał duży pokój, w którym będzie nocować. Musiała przyznać, że był piękny. Przestronny z tarasem i dużym drewnianym łóżkiem z miękką pościelą.
- Rozgość się, za pół godziny czekam na ciebie z obiadem – Posłał szeroki uśmiech i zamknął drzwi.
Alice wypakowała swoje rzeczy a następnie zjedli z Michaelem obiad we dwójkę. Tamtego dnia było mało osób w posiadłości, tylko personel i ochroniarze. Wieczorem usiedli przy ogromnym ekranie telewizora i obejrzeli film kreskówkowy. Alice była zdumiona atmosferą panującą w domu, była ciepła i nie wątpliwie magiczna.. Tak jak Michael.. Odkąd pojawiła się w tym miejscu ogarnęło ją uczucie, którego do końca nie potrafiła określić.
- Tak dawno nie oglądałam kreskówek – Wyznała leżąc na brzuchu na wielkim łóżku.
- Uwielbiam kreskówki, oglądam tak często jak pozwala mi na to czas. Mam ogromną kolekcję Disneya! – Mówił spoczywając kilka centymetrów obok. Oczy mu błyszczały, kiedy wspomniał o kolekcji. Alice zachichotała długo wpatrując się w jego radosną twarz. Byli oboje nieco zmęczeni, ale żadne nie chciało zakończyć tego przyjemnego wieczoru.
Alice milczała długo myśląc nad tym jaki jest Michael Jackson, jakiego ona odkrywa i jak bardzo zaczyna ją fascynować.. – Jesteś – Zaczęła pochylając się bliżej mrużąc oczy – Jesteś najbardziej niezwykłą osobą, jaką spotkałam.. Masz duszę dziecka, ale na zewnątrz nie jesteś dzieckiem.. – Przeszła na poważny temat. Michael obruszył się, zmienił pozycję podtrzymał głowę dłonią opierając na łokciu i uśmiechnął się.
- Każdy jest w głębi duszy dzieckiem, ale wiele ludzi nie chce tego odkryć na nowo..
Alice odwzajemniła uśmiech zastanawiając nad jego słowami. Czuła już większe zmęczenie i nadszedł czas aby wróciła do swojej sypialni.
- Powinnam już iśc, jest bardzo późno ..
- Jesteś zmęczona?
- Troszkę.. To był naprawdę niesamowity dzień, dziękuję Michael..
- Jutro będzie jeszcze ciekawszy – Miała zapytać, co ma na myśli, ale rzuciła tylko łagodne
- Dobranoc.
- Dobranoc Alice, kolorowych snów.. – Usłyszała za sobą łagodny głos.
Drugiego dnia pobytu u Michaela Alice obudziła się bardzo wypoczęta, wprawdzie lekki ból w ręce dokuczał jej jeszcze, ale nie zwracała na to uwagi. Dzisiejszy dzień był jeszcze cieplejszy od poprzedniego, promienie słoneczne opadały na kolorowe kwiaty, które widziała z okna pokoju. Założyła letnią białą sukienkę, spięła włosy w niedbały kok i zeszła na śniadanie. Michaela nie było w posiadłości za to zauważyła, że było w niej więcej ludzi niż wczorajszego dnia, co jeszcze zauważyła panowało małe zamieszanie. Szybko zjadła śniadanie nie zwracając zbytniej uwagi swoją osobą. Odczytała pozostawioną kartkę na lodówce – Czuj się jak u siebie w domu, dotrzymam ci towarzystwa jak tylko wrócę z prób. Michael.
Czuła się nieco skrępowana, nie wiedziała zbytnio, co może ze sobą zrobić w tak dużym domu, nie miała zwyczaju szperać i zaglądać do pokoi bez obecności właściciela. Postanowiła, więc rozejrzeć się na zewnątrz. Słońce mocno grzało w jej twarz i ramiona, niebo było bezchmurne, czyste w odcieniu intensywnego błękitu w taki dzień jak ten cały ogród wyglądał jak wyjęty z bajkowej książki. Przeszła przez uliczkę czerwonych kwiatów a potem zboczyła na trawę. Przechadzała się tak między drzewami i podziwiała jak woda w stawie błyszczy od promieni. Znalazła się przy wielkiej płaczącej wierzbie, którą wczoraj widziała. Przystanęła na chwilę zamyślając się, nie myślała o niczym konkretnym tylko o tym jaki spokój czuła i jak dobrze było jej stać tak po prostu nad stawem w tym niezwykłym ogrodzie.
Jeszcze kilka dni temu była bez pracy w małym mieszkaniu i liczyła oszczędności, które pozostały jej na dalsze życie tymczasem teraz znajduje się w posiadłości Michaela Jacksona i nie czuje żadnych obaw. Zupełnie jakby odleciały gdy tylko przekroczyła bramę. Myślała, kim naprawdę jest Michael i dlaczego ludzie traktują go jak dziwaka? Czy był dziwakiem, dla Alice nie. Był inny, ale nie był dziwakiem był człowiekiem o dziecięcej duszy, łagodnym i miał w sobie niezwykłą aurę, którą Alice poczuła, kiedy spotkali się pierwszy raz. Zastanowiła się jeszcze nad jego wczorajszymi słowami - Każdy jest w głębi duszy dzieckiem, ale wiele ludzi nie chce tego odkryć na nowo.. – Każdy jest w głębi duszy dzieckiem – Powtórzyła na głos. Czy ona też potrafi być tak jak on, oglądać kreskówki całymi dniami i bawić w wesołym miasteczku? Tak dawno tego nie robiła.. Może i ona odkryje w sobie dziecko?
Odeszła od drzewa przechadzając się jeszcze w wzdłuż stawu, mijała fontanny i zagrody ze zwierzętami, którymi opiekował się personel. Wszyscy pozdrawiali ją serdecznie jakby to było czymś normalnym, że przechadza się tutaj sama całkiem obca. W końcu doszła do ogromnego drzewa niedaleko domu, był naprawdę potężny z grubymi gałęziami, ktoś zwinny mógł spokojnie wspiąć się i rozłożyć na jednym konarów. Postanowiła tutaj spędzić resztę czasu, oparła plecy o wielki pień drzewa a nogi rozłożyła prosto lekki cień osłaniał słońce. Słychać było głosy pracowników, z domu rozbrzmiała przyjemna melodia. Zamknęła oczy powoli odpływając gdzieś myślami..
Usłyszała z oddali znany głos, który był coraz intensywniejszy i wołał jej imię. Otworzyła oczy spostrzegając, że zasnęła a głos który ją nawoływał był nikogo innego jak Michaela. Podszedł do niej powoli bardzo z czegoś zadowolony.
- Przepraszam musiałam przysnąć – Wstała szybko z trawy otrzepując sukienkę.
- Ładnie wyglądasz
- Dziękuję – Odparła zaskoczona chwilę przyglądała mu się. Dziś ubrany był w czarną marynarkę ze złotymi guzikami, miał białą przepaskę na ramieniu i czarne spodnie, jego twarz pokrywał lekki makijaż.
- To moje ulubione miejsce – Powiedział zbliżając się do drzewa. – Często tutaj przychodzę, rozmyślam, pisze piosenki - Wyznał i jednym zwinnym ruchem złapał się gałęzi wchodząc na szeroki konar. Alice otworzyła usta przyglądając się jak szybko znalazł się na górze.
- Jak to zrobiłeś, to trochę wysoko! – Podeszła bliżej patrząc w górę.
- To nic trudnego, wskakuj!
- Nie Michael boję się
- Nie bój się podam ci rękę
- Sama nie wiem, nigdy nie chodziłam po drzewach.. No dobrze raz, kiedy miałam dziesięć lat. – Zaśmiała się.
- Podtrzymam Cię, proszę wejdź.
Alice wypuściła powietrze z ust i zawahała poczym wśliznęła się na najniższy konar jedną nogą a prawą dłoń podała Michaelowi. Podciągnął ją do siebie asekurując, aby nie spadła, był naprawdę silny. – Widzisz to w cale nie takie trudne.
Poprawiła sukienkę i usiadła blisko Michaela, trzymając go za rękę, miał ciepłą i delikatną dłoń.
- Z twoją rękę wszystko porządku?
- Tak, już nie boli. Myślę, że cztery dni stanowczo wystarczą abym mogła wrócić do pracy..
- Cieszę się.
- Jeszcze raz dziękuję, że mogę spędzić tutaj te kilka dni..
- Nie dziękuj mi, to dla mnie przyjemność, że mogę z kimś spędzić trochę czasu.. Ostatnio jestem bardzo zapracowany.. A kiedy wracam do domu nie mam z kim porozmawiać.. Czuję się czasami bardzo samotny.. – Alice dostrzegła jak posmutniał.
- Przecież masz wokół siebie tyle ludzi
- To nie to samo.. Dlatego zapraszam do siebie dzieci, z domów dziecka, ze szpitali wśród nich czuję się szczęśliwy, dzieci to najwspanialsze istoty na Świecie.
Alice słuchała tego co mówi a serce biło jej mocniej, ponownie poczuła to dziwne uczucie, które towarzyszyło jej wczorajszego wieczoru. Zastanawiała się jakim niezwykłym mężczyzną był Michael Jackson prywatnie tak delikatny, z pozoru nieśmiały a na scenie niesamowicie pociągający, seksowny i pewny siebie.. – Pora już iść! – Stwierdził nagle.
- Czy masz jeszcze dziś jakieś spotkanie?
- Tak, ale ty pójdziesz na nie ze mną. – Zeskoczył z gałęzi i podał Alice rękę aby mogła powoli zejść.
- Co to za spotkanie?
- Zobaczysz, chodźmy zaraz przyjadą! – Natychmiast jego twarz powróciła do szerokiego uśmiechu.
Oh, cudownie :) I znowu trzymasz nas w niepewności :) Mam nadzieję, że nastepny odcinek będzie juz niedługo :D Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń